To, co znaczące dla drugiej osoby, wyłania się z połączenia z samą/samym sobą

MAAIKE AFSCHRIFT

Tłumaczenie: Joanna Kaczmarek

Kilka lat temu wraz mieszkańcami mojej gminy założyłam grupę do wspólnego kupowania żywności. Jest to forma współpracy między obywatelami, działająca na zasadzie wolontariatu, a lokalnymi producentami podstawowych produktów spożywczych, której celem jest dostarczanie konsumentom żywności wytwarzanej lokalnie i w sposób zrównoważony, poprzez krótki łańcuch dostaw, przy wsparciu dotowanego stowarzyszenia. Dzięki temu tworzy się bliższa więź między producentem a konsumentem. By jeszcze bardziej wzmocnić tę więź z producentem, część członków naszej grupy odwiedziła lokalnego rolnika ekologicznego. Mieliśmy miły spacer po grządkach warzywnych oraz fascynujące objaśnienie jego sposobu uprawy, zasad i filozofii, jakich trzyma się jako rolnik agroekologiczny. Nagle powiedział coś, co przyprawiło mnie o gęsią skórkę. Powiedział:

„Tak naprawdę nie koncentruję się na plonach, a już na pewno nie na maksymalnych plonach. W gruncie rzeczy skupiam się wyłącznie na glebie. Dla mnie jako rolnika ekologicznego ziemia jest najważniejsza i to o nią najbardziej dbam i nad nią pracuję. Jeśli gleba jest dobra i ma bogatą mikroflorę, cała reszta przychodzi naturalnie. W całym procesie wzrostu warzyw ziemia ma jeszcze większe znaczenie niż ja. Dopiero kiedy gleba jest gotowa, można siać albo sadzić; jeśli jest w dobrej kondycji, nasiona dobrze kiełkują, i kiedy jest w niej wystarczająco wszystkiego, kiełki biorą to, czego potrzebują, by ostatecznie stać się zdrowymi roślinami. Zbieranie owoców tego jest czystą radością.”

 

Wprowadzenie

W tym artykule nawiązuję do tekstu opublikowanego wcześniej w tym roku, zatytułowanego „Przestać pomagać i idź na spotkanie” (Afschrift, 2017). Niektóre z kluczowych kwestii, które tutaj opisuję, zostały szerzej rozwinięte właśnie w tamtym artykule.

Temat tej konferencji: „Kto nie ryzykuje, ten się nie łączy” skłonił mnie do doprecyzowania dla siebie: czym jest połączenie? A bardziej szczegółowo, w odniesieniu do naszego zawodu: „Czym jest wspierający kontakt?” Co dzieje się w takim kontakcie? Ponieważ spontanicznie ciekawi mnie aspekt „kontaktu terapeuty z samym sobą”, w tym wykładzie skupię się przede wszystkim na tym, co jako terapeutka „robię w sobie”, aby ustanowić to wspierające połączenie.

Co oznacza dla mnie połączenie?

Połączenie to dla mnie „kontakt, który umożliwia poruszenie między dwoma elementami”. Wspierający kontakt, w kontekście psychoterapii chciałabym zatem zdefiniować jako „połączenie, w którym niepowtarzalna interakcja między dwoma żywymi elementami wspiera i odżywia energię przenoszącą życie dalej”. Teraz odniosę się do różnych aspektów tej definicji, ponieważ są to kluczowe pojęcia, wokół których zbudowałam dalsze rozwinięcie. Pierwszym ważnym słowem jest tutaj „interakcja”. Nie można przecież mówić o połączeniu, nie mówiąc o interakcji. W żywym kontekście relacji terapeutycznej, również w każdej pojedynczej chwili mamy do czynienia z niepowtarzalną interakcją. Cechy tej niepowtarzalnej interakcji sprawiają, że spotkanie terapeutyczne jest nie tylko niezwykle fascynujące, lecz także korzystne. W tym artykule rozwinę to szerzej.

Przez „żywe elementy”, drugi ważny aspekt tej definicji, rozumiem:

– dwie żywe osoby: każdą z jej własnym żywym ciałem oraz własnym bogactwem doświadczeń, znaczeń i sposobów rozumienia życia.

Ale dwa żywe elementy mogą być także

– dwoma aspektami w obrębie świata doświadczania jednej osoby: na przykład „częścią” w kliencie, która odczuwa potrzebę zmiany, oraz „częścią” w kliencie, która boi się zmiany. Albo „częścią” w terapeucie, która w pełni rozumie, że dla klienta jest tak, jak jest, oraz „częścią” w terapeucie, która mgliście przeczuwa, gdzie coś mogłoby być inaczej.

Jest to więc, można powiedzieć, cieleśnie żywe połączenie, które zachodzi tu i teraz w kontakcie terapeutycznym.

Trzecim ważnym aspektem mojej definicji jest „wspieranie i odżywianie energii przenoszącej życie dalej”.

„Energia przenosząca życie dalej” to naturalna, żywa siła obecna w każdym z nas, która chce prowadzić nas naprzód; która sprawia, że szukamy pomocy, kiedy utkwimy w miejscu; która czyni nas ciekawymi i chętnymi do uczenia się; która sprawia, że rośniemy i rozwijamy się.
Jest to naturalna energia samego życia.

Energia życia dalej jest kluczowym pojęciem w filozofii i metodologii doświadczeniowej Eugene’a Gendlina i to właśnie na niej skupiam się w swojej pracy jako terapeutka.

Od kilku lat jako terapeutka doświadczeniowa w nurcie skoncentrowanym na kliencie zgłębiam terapię zorientowaną focusingowo (Focusing-Oriented Therapy FOT; Gendlin, 1996). Oznacza to, że zapoznałam się nie tylko z focusingową metodą Gendlina, lecz także z jego teorią zmiany osobowości oraz z jego filozofią: Modelem Procesu, które stanowią podstawę tej metody (Gendlin, 1997, 2017).

Z biegiem lat odkryłam, że poprzez Focusing mogę stworzyć dla siebie takie warunki, w którym tu i teraz doświadczanie klienta w jego sytuacji oraz moje własne bieżące doświadczanie klienta w sytuacji terapeutycznej mogą się spotkać, tworząc interakcję, która w konkretny sposób przenosi doświadczenie klienta dalej. Celem tego artykułu jest wyjaśnienie, jak ja to rozumiem i jak to robię. Dlatego na zakończenie tego wprowadzenia chciałabym przeformułować tytuł mojego wykładu:

„To, co we mnie jako terapeutce może być znaczące dla mojego klienta, wyłania się z pewnego szczególnego rodzaju mojego połączenia z samą sobą, mianowicie z połączenia focusingowego.”

Przykład z sesji terapeutycznej

Chciałabym teraz przytoczyć obszerny fragment sesji terapeutycznej by pokazać, co poprzez focusingowe połączenie z samą sobą mogę znaczyć dla innych – dla klientki, a dokładniej dla jej procesu doświadczania. Następnie krok po kroku wyjaśnię i teoretycznie osadzę to, co dokładnie wydarza się w tym fragmencie. W drugiej części opowiem, w jaki sposób wspieram pojawianie się takiego procesu.

Lydia jest rozwiedzioną kobietą w wieku 62 lat. Ma córkę, która nadal z nią mieszka, oraz syna, który ma już własną rodzinę. Od lat jest bez pracy, działa jako wolontariuszka w organizacji non-profit i utrzymuje się z bardzo niewielkich alimentów. Podczas sesji, o której chcę opowiedzieć, Lydia mówi, że nie znajduje sensu w swoim życiu. Co jakiś czas doświadcza z tego powodu smutku i obawia się przyszłości oraz ostatniego etapu swojego życia. W trakcie rozmowy wraca do tego, jak wiele strat przeżyła w swoim życiu, jak wszystko, co kiedyś dawało jej poczucie sensu, zostało jej odebrane i zniszczone przez byłego męża, z którym rozwiodła się ponad dziesięć lat temu. Posiadanie wnuków przynosi jej niewiele radości, ponieważ ma poczucie, że syn traktuje ją głównie jako opiekunkę do dzieci. Jej córka, która z nią mieszka, przechodzi opóźniony proces usamodzielniania się i wydaje się nie mieć już żadnego uznania dla matki i chce jak najszybciej się od niej wyprowadzić. Wszystko to sprawia, że Lydia czuje złość, rozczarowanie, smutek i rozpacz. Łatwo utknąć jej w tych emocjach, zarówno poza sesjami, jak i w ich trakcie – co jeszcze bardziej pogłębia jej poczucie bezradności.

Kiedy jej słucham, kieruję uwagę na to, co dzieje się we mnie. Najpierw uświadamiam sobie, że powtarza coś, co dobrze już znamy: złość wobec byłego męża i dzieci oraz smutek z powodu tak wielu strat. Gdzieś we mnie pojawia się lekka frustracja, kiedy myślę o tym, ile razy dochodziłyśmy już do tego miejsca w poprzednich sesjach i że nie posuwamy się naprzód w ten sposób. Obserwuję, jak klientka dosłownie utknęła: zaczyna płycej oddychać, jej ciało jakby się blokuje, a wokół ust pojawia się napięty, gorzki wyraz. Jednocześnie naprawdę czuję zrozumienie i współczucie dla jej doświadczenia straty i braku sensu, gdy myśli o przyszłości.

Prawie nieświadomie coś we mnie odczuwa potrzebę objęcia całości, pomieszczenia całego stanu, który pojawia się tu i teraz w sesji. To znaczy zarówno tego, czego doświadcza klientka, jak i tego, czego doświadczam ja, będąc w pełnej obecności i w dostrojeniu do niej w tej chwili, w tej sytuacji terapeutycznej.

Przychodzi do mnie spontaniczny obraz, który proponuję klientce: „Jakbyś siedziała na szczycie ruin i wokół widziała tylko ruiny. Tam jesteś – smutna, zrozpaczona…”. Na moment się waham, po czym dodaję: „…i tam zostajesz.” Do tego momentu wahania wrócę za chwilę.

Lydia odpowiada: „Rzeczywiście…dlaczego ja stamtąd nie schodzę?”. Robi pauzę, jakby pozwalała temu pytaniu wybrzmieć. „Ten obraz ma dla mnie sens! Chcę go trochę bardziej zbadać, bo naprawdę go widzę… W tym obrazie naprawdę widzę tylko kamienie, nic poza nimi.” Znowu chwilę czeka. „A może… to, co widzę dalej, jest ogromne i całkiem puste.” W jej oczach pojawiają się łzy. Nagle czuję wobec niej dużo empatii i mówię: „To, co widzisz w oddali, jest ogromne i puste… Nic dziwnego, że nie masz ochoty zejść z tych ruin.” Klientka: „Tak, właśnie tak. (wzdycha z ulgą) Wszystko przede mną w życiu widzę i czuję dokładnie tak jak w tym obrazie. Ten obraz ujmuje to wszystko… także to, dlaczego tam siedzę.” Lydia na chwilę milknie, a jej wyraz twarzy łagodnieje.

W międzyczasie uświadamiam sobie, że coś mnie poruszyło w tym, co powiedziała Lydia. Robię krótką pauzę, aby się z tym połączyć. Czuję, że porusza mnie w niej inna energia – taka, której nie obejmuje ten obraz, a która jest obecna i odczuwalna między nami tu i teraz, kiedy klientka mówi: „…także to, dlaczego tam siedzę”. Kiedy wypowiada tę ostatnią część, którą dodała: „Ten obraz ujmuje to wszystko”, nieświadomie ujawnia, że coś w niej wie o możliwości nie-siedzenia tam i że nie utożsamia się całkowicie z tą częścią siebie, która tam siedzi. Zresztą wcześniej pojawiło się już to otwarcie: „Dlaczego ja stamtąd nie schodzę?”

Decyduję się odzwierciedlić jej część tego, co się we mnie pojawiło i mówię: „Ten obraz bardzo trafnie oddaje to, jak przeżywasz teraz swoje życie. I to przynosi ulgę, że można to tak wyraźnie zobaczyć i zrozumieć. A jednocześnie wydaje się, że jest w tym coś jeszcze…” Lydia: „Rzeczywiście… Coś we mnie nie może się pogodzić, z tym, że tam siedzę. Dlaczego nie zejść i po prostu nie zacząć iść?” (teraz mówi z większą energią) „Po prostu muszę zacząć iść, a dopiero wtedy zobaczę, co może być poza tym ‘pustkowiem’… Właśnie to jest teraz możliwe, nawet jeśli jest to trudne… A nawet jeśli tam nic nie ma, to przynajmniej będę szła!” (krótka cisza) „Czuję to w ciele, to jest właściwe. W moim ciele jest teraz spokój. Wyszłam z tej walki.”

Co się tu wydarzyło? Doświadczanie (Experiencing), doświadczanie doświadczenia (Re-experiencing) i krzyżowanie (Crossing)

  1. Doświadczanie

W początkowej fazie tego fragmentu sesji jesteśmy świadkami rozwijania się sytuacji terapeutycznej: klientka wnosi doświadczenie związane ze swoją sytuacją życiową i „tu i teraz” na sesji widać w pojawiającej się w blokadzie jak utknęła w relacji do tej sytuacji. Gendlin (1996) określał to w terapii jako „ślepy zaułek” ( dead-end feelings) lub „zatrzymane procesy” (stopped processes). Zatrzymany proces jest przeciwieństwem doświadczania. Nie zachodzi już interakcja między cielesnym przeżywaniem sytuacji a świadomym postrzeganiem klientki; połączenie zostaje utracone. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

Zarówno dla klientki, jak i dla mnie jako terapeutki jest to w terapii bezproduktywne wracanie do tego samego. Jak wspomniałam, Lydia wielokrotnie pozostawała na sesjach w tym samym miejscu, wyrażała złość wobec tego, co zostało jej zrobione, oraz smutek z powodu tego, co utraciła. Choć w danym momencie ma silną potrzebę wyrażania tych uczuć zauważam, że samo ich wypowiadanie czy „wentylowanie” nie prowadzi do żadnej zmiany. Nie jest w stanie wyjść poza nie. Sama klientka jednak tego nie dostrzega. Dla niej wyrażanie swojego doświadczenia wydaje się właśnie tym, czego potrzebuje. Ale nie tego potrzebuje jej proces doświadczania: proces ten już jest nieruchomy, jego ciągłość została przerwana.

Gdybym więc jedynie empatycznie przyjmowała i odzwierciedlała te znane uczucia, co początkowo rzeczywiście robiłam, jako terapeutka wpadłabym w schemat „ciągle tego samego”, a w terapii mielibyśmy do czynienia z zatrzymanym procesem. Tym razem zareagowałam inaczej, ponieważ zauważyłam w sobie także lekką frustrację, a jako terapeutka pracująca w nurcie focusingowym nauczyłam się świadomie dostrzegać takie własne doświadczenie i traktować je poważnie. Poczułam lekkie rozdrażnienie, ponieważ świeże doświadczenie, które klientka początkowo przyniosła: „nie doświadczam już sensu w swoim życiu” ponownie ugrzęzło w znanych uczuciach. Jakby świeża energia obecna na początku zupełnie zniknęła z jej przeżywania, a coś we mnie reagowało na to bardzo wrażliwie.

W istocie klientka już implicytywnie wskazała mi zatrzymanie we własnym procesie, mówiąc o tym, że nie doświadcza już sensu w swoim życiu. W języku teorii Gendlina można powiedzieć, że utraciła kontakt z energią przenoszenia życia dalej.

Kluczowe jest tu to, że w sytuacji terapeutycznej tu i teraz obecne jest implicytywne znacznie czegoś więcej poza tym, co klientka świadomie zauważa i wyraża. W tej chwili doświadcza ona, że jedna część jest znana i eksplicytywna, a druga pozostaje nieznana i implicytywna. Implicytywnie Lydia doświadcza zatrzymania procesu, ale w tym momencie nie ma bezpośredniego dostępu do tej wiedzy więc tym bardziej nie może jeszcze nic z nią zrobić.

Ta implicytywna część ujawnia się jednak w sytuacji terapeutycznej tu i teraz dla mnie, i zaczyna się od niewerbalnej, cielesnej ekspresji klientki. Jej egzystencjalne „zatrzymanie” wyraźnie przejawia się w chwili doświadczania. Innymi słowy, mamy tu możliwość dotknięcia lub skontaktowania się z całością tego, co naprawdę jest obecne w tej sesji, jednocześnie na poziomie mikro (to, co dzieje się w tym doświadczeniu) i na poziomie makro (to, co dzieje się w życiu klientki). Dopiero dzięki dostępowi do pełni doświadczenia w tym konkretnym momencie – może pojawić się nowe znaczenie. To właśnie jest istotą tego, co Gendlin nazywał doświadczaniem i co musiałam pomóc Lydii przywrócić. Vanhooren (2018) rozwinął to dalej w doświadczeniowo-egzystencjalnym podejściu do psychoterapii, w którym terapeuta potrafi połączyć się z egzystencjalną sytuacją klienta tu i teraz z perspektywy doświadczeniowej i interpersonalnej oraz jest w pełni zaangażowany w proces zmiany klienta swoim własnym „aktualnym istnieniem” (żywą obecnością; przyp.tłum).

  1. Doświadczanie doświadczenia drugiej osoby (Re-experiencing)

Ponieważ klientka potrafi w tej chwili wyrazić tylko niektóre aspekty swojego doświadczenia, i nie widzi szerszego obrazu, w drugiej fazie sesji sięgam po swoje umiejętności jako terapeutki focusingowej. Mogę wejść w kontakt z całością doświadczenia sytuacji, ponieważ mam do dyspozycji wspaniałe narzędzie: Focusing. Metoda focusingu pozwala mi rezonować z implicytywnym i znaczącym „więcej” w doświadczeniu klientki.

Na początku drugiej fazy sesji czekam na pojawienie się felt sense dotyczącego całej sytuacji terapeutycznej tu i teraz. Obejmuje on zarówno eksplicytywne, jak i implicytywne doświadczenie klientki oraz moje własne, na przykład lekką frustrację z powodu ślepego zaułka, w którym się znaleźliśmy. Biorę wszystkie te aspekty doświadczenia w pewnego rodzaju „obejmujące trzymanie całości, co jest dobrze znaną umiejętnością focusingową. Felt sense, który się następnie wyłania, zawiera całą implicytywną złożoność mojego doświadczenia klientki. Można powiedzieć, że jest to moje przeżywanie doświadczenia klientki tu i teraz.

Obraz, który się pojawił, powstał spontanicznie. Mam przez to na myśli, że nie stworzyłam go świadomie ani nie oczekiwałam pojawienia się obrazu, równie dobrze mogło to być słowo albo gest. Obraz miał także charakter dynamiczny: rozwijał się dalej, gdy go wypowiadałam krążąc tam i z powrotem między felt sense a pojawiającymi się słowami. Gendlin nazywał to „zanurzaniem” – wielokrotnym zanurzaniem się w felt sense i czekaniem, aż pojawią się coraz trafniejsze i bardziej precyzyjne sformułowania (1995, s. 553). To również jest cecha doświadczania. Najpierw pojawiło się zdanie: „siedzisz na szczycie ruin”, a dopiero później: „i tam zostajesz”. Ten drugi element był ważnym aspektem obrazu. Symbolizował zatrzymanie, brak ruchu. Dopiero kiedy wypowiedziałam to uzupełnienie, mój felt sense sytuacji klientki tu i teraz odczułam jako w pełni „zrozumiany”.

W opisanym fragmencie wspomniałam również, że zanim wypowiedziałam na głos to, co pojawiło mi się jako druga część obrazu, poczułam zawahanie. Po sesji zastanawiałam się, z czego ono wynikało. Myślę, że wahałam się, ponieważ wiedziałam, że dodaję coś nowego. Wyraziłam aspekt, który nie był jeszcze znany klientce, a który także dla mnie samej nie był jeszcze zrozumiały. Doświadczenie sytuacji pojawiło się we mnie zanim mogłam je pojęciowo uchwycić, jakby implicytywny aspekt doświadczenia bezpośrednio się przede mną ujawnił i sam wyraził jako coś nowego. Co więcej, nie spodziewałam się, że ten dodatek będzie miał tak dużą wartość w procesie klientki, dla mnie również było to zaskoczenie. Chciałabym to trochę rozwinąć.

Kiedy słucham klientki i jej historii w sposób focusingowy, tak jak pojawia się to tu i teraz, powstaje we mnie doświadczenie jej doświadczenia tu i teraz. Mówiąc bardziej konkretnie, w tej sesji z Lydią przyszedł obraz, który zawierał wszystko, czego doświadczałam słuchając, patrząc i odczuwając klientkę (i zawsze coś więcej).

Akira Ikemi (2017) nazywa to „doświadczaniem doświadczenia” (Re-experiencing) terapeuty:

„…Powiedziałbym, że obrazy są twoim doświadczaniem doświadczenia drugiej osoby. To poprzez obraz możemy rozumieć drugiego człowieka. Co więcej, doświadczanie doświadczania klienta przez słuchacza jest bogatsze niż własne doświadczenie klienta.” (2017)

To prawda – moje doświadczanie doświadczenia klienta jest bogatsze niż świadome doświadczenie Lydii. Ikemi zapożycza termin „doświadczanie doświadczenia” (Re-experiencing) z filozofii Wilhelma Diltheya, niemieckiego filozofa, którego koncepcje doświadczenia były ważną inspiracją dla modelu Gendlina. Dilthey (2002) mówi o „Nacherleben”, które Ikemi tłumaczy jako Re-experiencing (pisane wielką literą), aby odróżnić je od potocznego znaczenia tego słowa.

Co interesujące, Ikemi traktuje doświadczanie doświadczenia jako coś odmiennego od empatii. I ja także dostrzegam tę różnicę. Moje doświadczanie doświadczenia wyłania się z głębszej, bardziej podstawowej, bardziej cielesnej warstwy we mnie i bardziej niż termin empatia wydobywa jako istotną spontaniczną implicytywną interakcję. Obraz pojawił się zanim mogłam zdecydować, czy mam poczuć empatię wobec klientki w tym obrazie. W chwili, gdy przedstawiłam Lydii obraz ruin, nie mogłam jeszcze mówić o prawdziwym zrozumieniu z mojej strony, ponieważ mnie samą również to zaskoczyło i zawahałam się przed wypowiedzeniem ostatniej części.

Można to rozumieć tak, że obie – poprzez doświadczanie doświadczenia – jesteśmy w procesie dochodzenia do głębszego zrozumienia. W moim odczuciu jest coś, co poprzedza empatię.

Moglibyśmy w tym miejscu podjąć interesującą dyskusję na temat dokładnego znaczenia terminu empatia i jego relacji do doświadczania doświadczenia, ale wykracza to poza cel tego artykułu.

Wróćmy więc do sytuacji terapeutycznej z Lydią.

  1. Krzyżowanie (Crossing)

Kiedy ujmuję w słowa to, co pojawia się w moim doświadczaniu jej doświadczenia, dzieje się coś istotnego: doświadczenie klientki zaczyna krzyżować się z moim doświadczaniem doświadczenia i to skrzyżowanie wzbogaca jej doświadczenie.

(Z pomocą utalentowanej przyjaciółki, podjęłam próbę zilustrowania tego ważnego zjawiska w uproszczony sposób, z użyciem różnych kolorów symbolizujących różne doświadczeniowe treści i ich przecinanie się)

To krzyżowanie jest kluczowym pojęciem w teorii doświadczania Gendlina i dokładnie to dzieje się w trzeciej fazie sesji terapeutycznej z Lydią.

Początkowo Lydia głównie rozpoznaje i potwierdza, że obraz dokładnie oddaje to, co czuje i co już wiedziała. Pojawia się jednak także coś nowego, co przyciąga jej uwagę, mianowicie „pozostawanie na miejscu”. Nagle to, co było implicytywne w jej doświadczeniu, staje się jasne: że nie schodzi z ruin, że wciąż tam siedzi, że pozostaje uwięziona w swoim życiu. Poprzez świadome włączanie do mojej uwagi wszystkiego, co dzieje się w doświadczeniowym polu klientki i we mnie, oraz pozwalanie, by cała implicytywna mądrość, którą w sobie niosę, skrzyżowała się z tym, co klientki – wyłania się nowe ukonkretnienie, nowe rozumienie tego, gdzie klientka jest tu i teraz, w mikro-momencie sytuacji terapeutycznej, ale także w makro-momencie jej życia. To jest w istocie rozumienie drugiego człowieka.

Ponadto ten obraz zaprasza Lydię do dalszego ukonkretniania jej doświadczenia: rozległości i pustki wokół ruin. Można powiedzieć, że Lydia z kolei ma „doświadczanie doświadczenia” obrazu, który jej oferuję. Widzimy, jak klientka poprzez obraz stopniowo zaczyna rozumieć samą siebie. Lydia wyraża to, mówiąc: „To jest to, ten obraz oddaje to w całości.”

Czwarta faza sytuacji terapeutycznej jest pięknym przykładem trwającego w terapii procesu przenoszenia życia dalej (carrying forward). Ponieważ Lydia w nowy sposób wraziła swoje doświadczenie, może ponownie dojść do interakcji między explicytywnymi werbalizacjami a moim i jej polem doświadczania.

I to właśnie się dzieje: coś w tym, co mówi, porusza mnie. Kiedy Lydia mówi: „Ten obraz oddaje to w całości, także dlaczego pozostaję na miejscu”, w ciele czuję jakby coś wskoczyło na swoje miejsce. To, co chce się poruszyć, co nie chce pozostać w utknięciu – energia życia dalej, którą kilka minut wcześniej czułam w sobie, jest obecna także u Lydii! Bo kiedy mówi: „także dlaczego pozostaję na miejscu”, implicytywnie mówi również, że jest w niej coś, co nie ma naturalnej skłonności do pozostawania w miejscu. W jej doświadczeniu jest coś więcej niż tylko „siedzenie na ruinie”. Ale to „więcej” jest dla niej wciąż implicytywne. I to właśnie to „więcej” odzwierciedlam klientce.

Następnie może ona szukać i doprecyzowywać, co jeszcze tam jest, znajdować nowe sformułowania, dzięki którym może dalej odnosić się do siebie.

Podsumujmy krótko to wydarzenie. Na początku w klientce obecne były implicytywne doświadczenia jako niedokończone fragmenty życia, które chcą iść dalej. Pozwalając tym implicytywnym doświadczeniom wejść w interakcję z moim procesem doświadczania oraz kierując ku nim uważną, metodyczną i doświadczającą uwagę, stały się one dla mnie widoczne i mogły zostać usymbolizowane, wyrażone. Dopiero wtedy pojawia się współdzielone rozumienie. To jest pierwszy krok naprzód. Następnie klientka może dalej eksplorować te symbolizacje: co jeszcze chce się poruszyć dalej? Każde rozumienie w procesie doświadczania jest więc rozumieniem tymczasowym, gotowym, by być niesionym dalej w interakcji.

Wyjaśniam to teraz w sposób uporządkowany i poznawczo przejrzysty, ale chcę podkreślić, że to, co wyłaniało się w moim doświadczaniu doświadczenia, było obecne wcześniej, zanim mogłam o tym pomyśleć, wyjaśnić to, czy się nad tym zastanowić. Jak mówi Akira Ikemi (2017):

„Doświadczanie doświadczenia wyłania się przedrefleksyjnie, zanim można o nim pomyśleć lub je ocenić.” (s. 165)

I to właśnie pozwala uchwycić szczególną właściwość zjawiska „krzyżowania”:

  • krzyżowanie jest interakcją między doświadczeniami, która zachodzi spontanicznie na poziomie implicytywnej, cielesnej, przeżywanej wiedzy, przed symbolizacją czy konceptualizacją. W tym procesie cała istota bieżącego doświadczenia, wraz ze wszystkimi zawartymi w nim (implicytywnymi) informacjami, zostaje niejako „użyźniona” przez implicytywnie przechowywaną wiedzę i doświadczenie, które wchodzą z nią w kontakt. Z tego wyłania się zupełnie nowe znaczenie lub sens, rodzaj „fuzji”.
  • krzyżowanie pojawia się w autentycznym spotkaniu, a nie w „narzuconym kontakcie”. Jest czymś, co wyłania się z połączenia i poddania się, a nie z kontrolowanego zastosowania.
  • doświadczanie doświadczenia lub krzyżowanie nie jest czymś, co robię lub wykonuję; jest czymś, czemu umożliwiam się wydarzyć, czymś, co mogłabym nazwać „wspieraniem mojej zdolności do umożliwiania krzyżowania się doświadczeń” (crossability).

Jak ja, jako terapeutka zorientowana focusingowo, umożliwiam, by to się wydarzało?

Jak wspieram moją „zdolność do umożliwiania krzyżowania doświadczeń”? Chcę to wyjaśnić, odwołując się do przywołanej na początku artykułu wypowiedzi rolnika ekologicznego o glebie.

Kiedy usłyszałam tę wypowiedź, poczułam w całym ciele coś w rodzaju poruszenia. Natychmiast wiedziałam: to jest to! To właśnie robię jako terapeutka i to właśnie moim zdaniem jest istotą psychoterapii. W jaki sposób moja praca jako terapeutki focusingowej jest podobna do pracy rolnika agroekologicznego troszczącego się o swoją glebę? Widzę tu kilka ważnych aspektów:

  • Moja gleba to moja unikalna, osobista kompozycja i struktura żywej, podtrzymującej życie materii. To także materia przetworzona: wszystko, czym jestem, to, czego doświadczyłam w relacji ze środowiskiem, moje doświadczenia tu i teraz, moje „czucie”, wspomnienia, zgromadzona mądrość, wszystko to istnieje i tętni życiem.
  • „Moja gleba” nie odnosi się dosłownie do ziemi, na której stoję – to jest nasza gleba – ani do fizycznej czy materialnej masy, lecz do pewnego „obszaru” w centrum mojego ciała, wspieranego przez dno miednicy, gdzie odczuwam wszystko i ku któremu mogę kierować swoją uwagę, aby nawiązać kontakt z tym, co nieustannie i implicytywnie we mnie żyje.
  • W tym sensie moja gleba jest także przestrzenią mojej świadomej uwagi. To obszar tego, co jeszcze nieznane, jeszcze nie eksplicytywne, czego nie mogę uchwycić w zwykły, „obserwacyjny” sposób. Tam jest ciemniej, intensywniej, bardziej różnorodnie, ale też bardziej „nieporządnie” niż w obszarze „ponad” moją glebą.
  • Moja gleba jest jednocześnie „mną” i „środowiskiem”; jest tym, kim jestem, ale także środowiskiem, które implicytywnie we mnie żyje i jest we mnie zawarte. Wszystko, co istnieje w mojej glebie, dotyczy zarazem mnie i mojego świata życia. Osoby zaznajomione z filozofią Gendlina rozpoznają tu jego ważne pojęcie environment #2 oraz „implicytywnej złożoności”. Wrócę do tego za chwilę.

(Tak wygląda moja idealna gleba.)

Rolnik agroekologiczny szanuje i daje przestrzeń czy prawo do istnienia całemu życiu w glebie, a także respektuje jego interakcję z zewnętrznymi czynnikami środowiskowymi, od pór roku po fazy księżyca. Obserwuje i dostraja się do życia gleby, nie narzuca jej swojej woli. To jest w istocie postawa terapeuty zorientowanego focusingowo, a – mam nadzieję – także terapeuty skoncentrowanego na kliencie. Podobnie jak rolnik ekologiczny, jestem stale uważna i dostrojona do mojej gleby i do życia, które się w niej toczy, toczącego się według własnego porządku.  Nie muszę w nią „wchodzić”, żeby się nią zajmować. Wystarczy, że na nią patrzę… a czasem nawet przykładam do niej ucho.

Moja gleba jest „życiem” samym w sobie, a jednocześnie zawiera nieskończoną zdolność przyjmowania życia z otoczenia i przekazywania życia dalej. Dzięki ogromnemu bogactwu doświadczeń i doznań zgromadzonych w mojej glebie oraz dzięki uważności w dbaniu o nią, może stanowić bezpieczne miejsce dla tego, co domaga się prawa do istnienia, oraz odżywiać to, co chce w niej rosnąć. Gdy moja gleba jest w dobrej kondycji, ma niewyczerpaną zdolność dawania „zalążkom nowego życia” tego wszystkiego, czego potrzebują, by wzrastać. Przenosząc to na kontekst terapeutyczny: w mojej glebie wszystko, co już wiem i co w sobie niosę, jest przetwarzane tak, by z istniejących doświadczeń wyłaniało się nowe znaczenie, zarówno dla mnie, jak i dla drugiej osoby. Nie ma lepszego miejsca niż moja gleba, by wyczuć, co chce żyć, które „nasiona” chcą kiełkować, które elementy potrzebują spoczynku i co może się zakończyć – nie tylko w odniesieniu do mojego życia, ale także życia mojej klientki. To właśnie w mojej glebie nadaję znaczenie doświadczeniom. A inaczej mówiąc: to poprzez moją glebę może wydarzyć się „krzyżowanie”.

Jak więc traktuję moją glebę, aby to „krzyżowanie się” mogło się wydarzyć? Jak wspieram „zdolność do krzyżowania doświadczenia” w spotkaniu terapeutycznym?
Albo, korzystając z metafory rolnika, jak dbam o to, by moja gleba była w dobrej kondycji, gotowa i zawierająca wszystko, co potrzebne, aby nowe życie mogło się wyłaniać i rozwijać? Podsumuję to krótko w kilku kluczowych zdaniach, a następnie rozwinę:

  • Jestem maksymalnie receptywna na to w doświadczeniu klientki, co wydaje się chcieć wejść w interakcję z moim doświadczeniem, lub inaczej: na to, co „kiełkuje” w mojej glebie. Obejmuje to dwa ważne elementy: inny sposób odnoszenia się oraz Ja w obecności.
  • W szczególny sposób zwracam uwagę na to, co dzieje się dalej w tej interakcji, zarówno na moją wewnętrzną interakcję, jak i na interakcję tu i teraz z drugą osobą w sytuacji terapeutycznej, obie odczuwane w mojej cielesnej świadomości.
  • Nadaję słowa temu, co zauważam, że się wyłania z tej interakcji, także temu, co wynika z mojej „inności” jako terapeutki, a więc temu, co jest nowe dla klientki.
  1. Receptywność, czyli „zdolność do umożliwiania krzyżowania się doświadczeń”

Kształtowanie i podtrzymywanie receptywności – czyli umiejętności umożliwiania krzyżowania się doświadczeń obejmuje dla mnie dwa elementy.

  1. Inny sposób odnoszenia się: od poznania ku felt sense

Pierwszym z nich jest rezygnacja z orientacji poznawczej, rezygnacji z tego, co wiem podczas spotkania z klientką. Wróćmy na chwilę do tego, czym podzielił się nasz rolnik agroekologiczny.

Kluczowe jest to, że nie koncentruje się on na plonie, lecz na glebie, na jakości podłoża. To szczególnie wnikliwe: w tradycyjnym modelu rolnictwa nacisk kładzie się całkowicie na maksymalizację plonów w jak najkrótszym cyklu czasu i na jak najmniejszej powierzchni. Wyjście poza ten model i praca na rzecz wspierania wzrostu zamiast produkowania, skupienie nie na rezultacie, lecz na trosce o to, co gleba sama z siebie daje, wymaga odwagi i głębokiego o słuszności takiego podejścia.

Widzę tu bardzo wyraźną paralelę z zawodem psychoterapeuty. W mojej pracy jako terapeutki zorientowanej focusingowo odkryłam, że osiągam więcej, kiedy rezygnuję z zaspokojenia własnej potrzeby pomagania i osiągania rezultatów. Zamiast tego daję sobie przestrzeń, by po prostu być obecną i pozwolić, by połączenie z klientką spontanicznie się rozwinęło; pisałam o tym szerzej w moim wcześniejszym artykule „Przestać pomagać i idź na spotkanie” (2017).

Kiedy jako terapeutka za bardzo chcę pomagać, moja uwaga skupia się przede wszystkim na czymś we mnie. Może to być wewnętrzny, normatywny głos mówiący, że powinnam dobrze wypaść, albo potrzeba odczuwania, że robię coś dobrego dla drugiej osoby lub że jestem kompetentna. W takich momentach nie jestem w interakcji z tym, co chce zostać niesione dalej w klientce. Jakiś potrzebujący aspekt mnie jako terapeutki zawęża moje postrzeganie, co prowadzi do ograniczonego funkcjonowania. Fiksuję się na osiągnięciu czegoś szybko lub w określony sposób. W literaturze opisuje się to jako doświadczanie, postrzeganie i działanie ograniczone strukturą (Afschrift, 2017). W tym trybie nie mogę być otwarta na całość naszej interakcji i działam z potrzeby udzielenia pomocy lub rozwiązania czegoś, by osiągnąć z góry założony rezultat. Pojawia się napięcie, presja osiągnięcia czegoś, a nawet ryzyko wywierania presji na klientkę.

Jeśli jako psychoterapeutka jestem zbyt skoncentrowana na rezultatach lub „plonie”, albo narzucam klientce określony krok zmiany, zubaża to proces terapeutyczny. Rozdeptuję to, co w spotkaniu jest wspierające, odbieram mu żywość i witalność, a także uszczuplam naturalnie obecną zdolność do zmiany w naszej interakcji. Tak jak rolnictwo nastawione na plon wyjaławia życie gleby i jej żyzność, tak również terapeutyczne podłoże – środowisko klientki, terapeutki i relacji terapeutycznej – staje się sterylne.

W poniższym zestawieniu pokazuję tę zmianę orientacji bardziej przejrzyście:

 

Skoncentrowanie na plonie Skoncentrowanie na glebie
Narzucanie Spontaniczność
Ograniczenie strukturą Wolność
Zawężone postrzeganie: to, co znane, jasne, oczekiwane Poszerzone postrzeganie: to, co nowe, nieznane, zaskakujące
Praca z tym, co eksplicytywne Praca z tym, co implicytywne
Presja na rezultat Zaufanie naturalnym rezultatom
Wiedza poznawcza Wiedza cielesna, felt sense
Interakcja terapeutyczna = sterylna Interakcja terapeutyczna =
żywa, niosąca nowe
Produkowanie

 

Ta orientacja ku mojej glebie oznacza w istocie opieranie się pokusie, by jako terapeutka kierować uwagę wyłącznie ku temu, co już wiem i co jest uchwytne „nad powierzchnią”. Implicytywne „więcej”, tu i teraz w doświadczeniu klientki, jeszcze nieujawnione i nieznane potrzebuje przestrzeni i czasu, by się rozwinąć. Aby mogło się to wydarzyć, muszę uwolnić się od nastawienia na cel na poziomie poznawczym i skierować uwagę ku temu, co jeszcze niejasne, ku mojej implicytywnej wiedzy cielesnej, czyli ku felt sense (Afschrift, 2017).

Warto dodać, że dokonanie tej zmiany wymagało ode mnie odwagi. Jej istotną konsekwencją jest to, że jako terapeutka teraz potrzebuję cierpliwości i zaufania. Cierpliwości, by naturalne siły życiowe mogły się odsłonić oraz zaufania, że jeśli dbam o doświadczeniowe podłoże i dostrajam się do życia, które się w nim toczy, zmiana pojawi się sama, choć nie mogę przewidzieć w jakiej formie. Nauczyłam się także tolerować to, że to, co wyłania się w trakcie sesji, nie musi być od razu rozpoznawalne, poznawczo zrozumiałe ani powiązane z czymkolwiek innym, nie mówiąc już o tym, że nie jest od razu jasne, co z tym zrobić.

  1. Ja-w-obecności (Self-in-presence)

Drugim kluczowym aspektem podtrzymywania mojej zdolności do krzyżowania się doświadczeń jest moje Ja-w-obecności.

Pojęcie to pochodzi z metody focusingowej wprowadzonej przez Ann Weiser Cornell. Jest to stan, w którym jesteśmy zdolni do współczującej obecności wobec naszych własnych wewnętrznych aspektów, w tym niejasnych, implicytywnych uczuć i procesów. To doświadczenie bycia czymś szerszym niż nasze emocje i problemy, umożliwiające badanie naszych myśli i trudności z łagodnością i ciekawością.

Ja-w-obecności jest alternatywą dla reaktywności. Oznacza postawę świadka zamiast kogoś, kto ulega pokusie reagowania czy udzielania odpowiedzi. Jest to w istocie przeciwieństwo „postawy twitterowej”, czyli natychmiastowego reagowania. Zamiast tego pozwalamy najpierw naszej reakcji „wylądować” w nas, wśród innych uczuć i myśli, zanim zdecydujemy, co wyrazimy. Ja-w-obecności sprawia, że nie zlewamy się z jednym konkretnym doświadczeniem. Umożliwia oferowanie pewnej „obecności obejmującej wszystko” wobec doświadczeń klientki (Afschrift, 2017).

Podsumowując: aby być w pełni receptywną na to, co pojawia się na poziomie doświadczeniowym i egzystencjalnym, na chwilę rezygnuję z pragnienia, żeby wiedzieć i pomóc, i wnoszę do przestrzeni moje Ja-w-obecności.

  1. Kierowanie uwagi na implicite i na interakcję

Oprócz dbania o moją receptywność, jako terapeutka zorientowana focusingowo zwracam szczególną uwagę na to, co wyłania się w spotkaniu z klientką, gdy sama się fokusuję. Podobnie jak rolnik ekologiczny uznaje swoją rolę za drugorzędną wobec zdolności gleby, tak ja staram się całkowicie poświęcić energii życia, które chce iść dalej.

Mogę wchodzić w kontakt z tą energią życia w klientce, ponieważ istnieje ona nie tylko w niej, ale także we mnie. Jest obecna w moim ciele i może przejawiać się poprzez odczucia cielesne. Kierując uwagę ku niejasnym, cichym, „szepczącym”, tętniącym aspektom mojej gleby, nawiązuję wrażliwy kontakt z tym, co chce zostać niesione dalej w klientce i w jej sytuacji życiowej.

Fokusowanie się w trakcie sesji pozwala mi przede wszystkim pozostawać w ciągłym kontakcie z moją glebą i w ten sposób moją implicytywną, cieleśnie odczuwaną mądrość czynić dostępną. Kieruję uwagę ku temu, co w tej chwili we mnie rezonuje w odniesieniu do klientki. Jestem uważna na implicytywne „coś” we mnie, które odczuwam jako wchodzące w interakcję z klientką. Często zatrzymuję się na chwilę, by pewne całościowe odczucie tego, co dzieje się na sesji mogło się we mnie wyłonić. Gdy utrzymuję się w postawie focusingowej i pozostaję w bliskim kontakcie z energią życia, która płynie przeze mnie, szczególnie poruszają mnie „kiełki” czegoś innego i zdrowego w klientce.

Dlaczego mój felt sense jest tak ważny? Mój felt sense klientki w danym momencie terapii, moja doświadczająca „gleba”, zawiera w sobie odczuwany kierunek, w którym życie klientki chce się rozwijać. To właśnie opisuje Gendlin w swojej filozofii. Mój felt sense reaguje w sposób autonomiczny na aspekty doświadczenia klientki, które wchodzą z nim w krzyżowanie. Przyjmując spokojnie własny felt sense dotyczący klientki, umożliwiam mu współtworzenie czegoś nowego.

Chcę tu odwołać się do koncepcji „implicytywnej złożoności” (implicit intricacy) Gendlina. Oznacza ona sposób, w jaki implicytywne życie w nas funkcjonuje – jest złożone, splecione, nieprzewidywalne, a zarazem posiada własny wewnętrzny porządek. Pozostając przy tym z otwartą uwagą, ten porządek zaczyna się odsłaniać i ukazuje kierunek, w którym życie chce się naturalnie rozwijać. To właśnie mam na myśli, mówiąc o „pozostawaniu w kontakcie z moją glebą”.

Umiejętność własnego fokusowania się w trakcie sesji jest kwestią praktyki. Oczywiście nie jest możliwe przechodzenie pełnego cyklu focusingu ze wszystkimi jego technicznymi elementami w trakcie sesji. Chodzi raczej o wrażliwość na „coś”, co pojawia się niejasno oraz o umiejętność krótkiego pozostania przy tym, tak aby mogła pojawić się adekwatna symbolizacja.

Krótko: focusingowa interwizja lub superwizja

Terapeuci mogą także praktykować focusing tuż przed sesją lub po niej i jest to równie wartościowe. Skupiając się na odczuciu lub na swoim doświadczeniu tej klientki tuż przed sesją albo w jej trakcie, można uzyskać większą jasność co do jego znaczenia. Osobiście wolę praktykować focusing poza sesją, szczególnie w kontekście interwizji lub superwizji, gdzie ktoś inny może mi towarzyszyć, odzwierciedlać a nawet doświadczać moje doświadczenie (Re-experience)!

  1. Wyrażanie

Ostatnim elementem mojej metody jest wyrażanie.

To, co robię w przedstawionym fragmencie terapii z Lydią jest staraniem się by mogło dojść do krzyżowania się. Kluczowe w tym procesie jest wyrażenie tego, co wyłania się z mojego doświadczania doświadczenia klientki, nawet jeśli nie jest to czyste odzwierciedlenie tego, co powiedziała klientka. Właśnie to wydarzyło się w przykładzie z Lydią: mój felt sense, usymbolizowany w obrazie „jakbyś siedziała na ruinach… i wciąż tam pozostawała”, zawierał ten aspekt klientki, który chce żyć, ale wciąż pozostaje dla niej implicytywny. Wprowadzając ten obraz, doświadczenie klientki zostaje niesione dalej. Jak ujmuje to Akira Ikemi:

„Kiedy to, co było implicytywne u klienta, zostaje przeniesione dalej przez wyrażenie go przez terapeutę, całe doświadczanie klienta zostaje przeniesione dalej. Tak jak każde z nich staje się implicytywne w drugim, każde jest niesione dalej przez drugie.” (Ikemi, 2014, s. 34)

Uważam to za niezwykle wartościową koncepcję, nie tylko w terapii. Zakłada ona zaufanie do naturalnej, uzdrawiającej jakości ludzkiego spotkania, jeśli tylko otrzyma ono przestrzeń, jaką stwarza focusing. Jako terapeuci skoncentrowani na kliencie nauczyliśmy się nie narzucać własnych interpretacji. Jest to zasadniczo słuszne i bardzo ważne, ale często ma pewien niepożądany efekt uboczny: za bardzo wahamy się przed wyrażeniem tego, co jako terapeuci przeżywamy inaczej lub na nowo w naszym doświadczaniu doświadczenia klientki. Jako terapeuci jesteśmy realnymi innymi z własnym bogatym „życiem gleby”, które stanowi środowisko dla tego, co chce wykiełkować w klientce. Jak pisze Ikemi (2017):

„Klient i terapeuta żyją każdą chwilę w unikalnej rzeczywistości intersubiektywnej; dlatego doświadczenie tego, co prawdziwe, jest zawsze już inne, nawet u tego samego terapeuty.” (s. 167)

To właśnie w tym, co nowe, nieoczekiwane i zaskakujące zawiera się nasza dodatkowa wartość jako terapeutów, pod warunkiem, że potrafimy się z tym właściwie połączyć. Co więcej, jako terapeuci jesteśmy niepowtarzalnymi osobami, różnymi od naszych kolegów i koleżanek i to właśnie ta wyjątkowość może w pełni wybrzmieć w terapii zorientowanej focusingowo.

Zakończenie

Nasza gleba – jako wewnętrzne doświadczające środowisko, zawiera w sobie wszelkie możliwości zmiany terapeutycznej. Jako terapeuci potrzebujemy jedynie tej jednej wyjątkowej ludzkiej zdolności: świadomego dostępu do naszej gleby i wyrażania tego, co w niej dostrzegamy w tej tętniącej interakcji, tak aby życie klientki mogło być konkretnie niesione dalej. Możemy to zrobić tylko wtedy, gdy uczynimy naszą glebę najważniejszym przedmiotem naszej uwagi.

W ostatnich dekadach system zdrowia psychicznego coraz bardziej promuje podejścia nastawione na rezultat, rozwiązania i protokoły. Nic dziwnego, że rośnie liczba dolegliwości związanych ze stresem, wypaleniem i demotywacją w pracy: w takim podejściu wyjaławiamy naszą glebę i nie dajemy sobie ani przestrzeni, ani czasu, by zmiana mogła wyłonić się od wewnątrz. Przeciwnie, zakładany kierunek i tempo zmiany są narzucane klientce, bez poszanowania tego, co jest i jakie niesie znaczenie. Mówiąc wprost, pojawia się ryzyko, że spotkanie terapeutyczne stanie się sterylną relacją producent–konsument.

Dlatego moim życzeniem dla nas, psychoterapeutów, jest to, abyśmy, podobnie jak rolnik agroekologiczny mieli odwagę odnaleźć „naszą glebę” i uznać ją, wraz z naszą uwagą skierowaną ku niej, za ważniejszą niż plon. Abyśmy mogli rozwijać się w kierunku psychoterapii psycho-ekologicznej: podejścia, w którym korzystamy z naszych naturalnych zasobów i naszego istnienia jako ludzi, nie wyczerpując ich, łącząc całą wiedzę i doświadczenie, które w sobie nosimy, z naturalnym tempem i kierunkiem energii życia, która przepływa przez każdego z nas.

Bibliografia:

Afschrift, M. (2017). Stoppen met helpen en voluit voor de ontmoeting gaan. Tijdschrift Persoonsgerichte Experiëntiële Psychotherapie, 55, 145-161

Gendlin, E.T. (1996). Focusing-Oriented Psychotherapy. A manual of the experiential method, 12-15, 27-36. New York: Guilford Press.

Ikemi, A. (2014). A theory of focusing-oriented psychotherapy. In: G. Madison (ed.), Theory and Practice of Focusing-Oriented Psychotherapy, 22-35. London: Jessica Kingsley Publishers.

Ikemi, A. (2017). The radical impact of experiencing on psychotherapy: an examination of two kinds of crossings. Person-Centered & Experiential Psychotherapies, 16, 159-172.

Vanhooren, S. (2018). Experiential-existential psychotherapy: Deepening existence, engaging with life. In M. Bazzanu (Ed.), Re-visioning person-centred therapy: The theory and practice of a radical paradigm (pp. 151-163). Abingdon: Routledge.

Weiser Cornell, A. & McGavin, B. (2008). Inner relationship focusing. The Folio: A Journal of Focusing and Experiential Therapy, 21, 21-33.

 

Artykuł pierwotnie opublikowany w:

Afschrift, M. (2018). What I mean to others arises from the connection with myself. Person-Centered & Experiential Psychotherapy Magazine, 56(1). https://www.tpep.nl