Lodowy kamień i trzy krasnoludki

„Lodowy kamień i trzy krasnoludki” to słuchowisko, które przenosi nas do świata krasnoludków tętniącego życiem całkiem niedaleko naszych domostw. W tej magicznej krainie spotykamy trójkę krasnoludkowego rodzeństwa – jedenastoletnią Hanę i jej dwóch braci – siedmioletniego Koko i pięciolatka, Bisia. Okazuje się, że rodzeństwo jest ciekawe świata i spragnione przygód – zupełnie, jak wielu spośród dziecięcych słuchaczy bajki.

Bez trudu możemy wyobrazić sobie, że nasze dzieci, dokładnie tak, jak rodzeństwo krasnoludków, także byłyby ciekawe blasku lodowego kamienia i mogłyby chcieć go zobaczyć, mimo tego, że nie wolno. Jako rodzice i opiekunowie wiemy aż za dobrze, że obowiązujące w ogarniętym pandemią świecie zakazy, które ograniczają naturalną dziecięcą potrzebę eksplorowania świata i kontaktu z rówieśnikami, często wywołują w dzieciach niezadowolenie, a czasem wręcz otwarty sprzeciw. Co więcej, w okresie pandemicznej izolacji bardzo ucierpiały dziecięce relacje. Na pewien czas zahamowany (a przynajmniej znacznie ograniczony) został rozwój zdolności dzieci do tego, by we własnym gronie skutecznie się komunikować, rozwiązywać konflikty i realizować cele. Słuchowisko o lodowym kamieniu uwrażliwia nas, dorosłych, na to, jak ważne dla dziecięcego rozwoju są chwile, gdy dzieci na własną rękę podejmują wyzwania i w swoim gronie radzą sobie z przeciwnościami.

Hana, Koko i Biś pokazują nam, jak ważne są więzi między dziećmi i jak bardzo współpracujące, a dzięki temu – skuteczne w radzeniu sobie z trudnościami, potrafią być dzieci, gdy nie znajdują się pod ścisłą kontrolą dorosłych i kiedy pracują na rzecz osiągnięcia ważnego wspólnego celu.

\My, dorośli – zwłaszcza teraz, gdy wiemy, że trzeba przestrzegać dodatkowych zasad bezpieczeństwa, miewamy tendencję do skrupulatnego kontrolowania wszystkiego, co dziecka dotyczy. Dbamy o to, co zje, w co się ubierze, tłumaczymy, jak powinno się zachować, a w razie kłótni między dziećmi potrafimy nawet dyktować, co ma powiedzieć rówieśnikowi, by zażegnać konflikt. Nie dziwmy się zatem, że w chwilach nudy to do nas przychodzi nasz kilkulatek narzekając „Nuuuudzi mi się…” lub domagając się bajki, czy innej aktywności związanej z wpatrywaniem się w ekran. Wtedy zdarza się, że się niecierpliwimy – „Wymyśl coś sobie, masz przecież tyle zabawek!”. Czasami ulegamy, godząc się na określony czas przed ekranem. Czasem z kolei cierpliwie proponujemy kolejne aktywności : „To może porysuj… Albo możesz polepić z plasteliny. A później pójdziemy na spacer!”, pozostawiając na sobie ciężar odpowiedzialności za „wymyślenie” atrakcyjnej aktywności i utwierdzając dziecko w roli biernego odbiorcy naszych propozycji.

Rodzeństwo krasnoludków inspiruje nas do tego, by zmienić wymienione wyżej strategie. By w tej grupie rówieśniczej, w której dziecko przebywa na co dzień – może to być jego grupa przedszkolna, klasa ze szkoły, paczka z podwórka, ale także rodzeństwo – zadbać o bezpieczne warunki brzegowe i… otworzyć dzieciom drogę do realizacji wymagającego współpracy celu. Czy będzie to przygotowanie posłań dla zwierząt ze schroniska, czy zrobienie noworocznego kalendarza dla bliskiej osoby, czy zbudowanie bazy, w której dzieci mogą angażować się w ulubione zabawy – to zależy tylko od wspólnej pomysłowości i warunków środowiskowych, w których działamy. Pamiętajmy, by realizowany cel nie zakładał rywalizacji (typu konkurs na najładniejsze dzieło) – ani między poszczególnymi dziećmi, ani między podgrupami dzieci. Zbudujmy warunki do współpracy, wymagające pokonywania określonych wyzwań, i pozwólmy dzieciom działać. Dajmy im szansę na samodzielne rozwiązywanie konfliktów, ustalanie zasad i decydowanie o tym, jak poradzić sobie z trudniejszymi elementami zadania. Ingerujmy wyłącznie wtedy, gdy zauważymy, że konflikt eskaluje i że dzieci nie potrafią sobie z nim poradzić w sposób zgodny z nadrzędną zasadą „Jesteśmy dla siebie mili”. Dzięki takiej postawie dorosłych można doprowadzić do sytuacji, w której dzieci wspierają siebie nawzajem i korzystają z zasobów każdego członka grupy – na przykład dzieci budujące szałas wspólnie decydują, że „Te największe gałęzie nosimy we dwójkę, bo samemu trudno je podnieść”.

W tym miejscu wielu dorosłych może pomyśleć – „Och, takie rzeczy, to nie wśród moich dzieciaków – one są w stanie pokłócić się nawet o to, kto wciśnie guzik w windzie!”. Warto tu zatem podkreślić, że wzbudzona w danym momencie perspektywa ma kolosalne znaczenie dla dziecięcych wyborów – naturalna dla dzieci chęć rywalizacji („Kto pierwszy do drzwi!”) nie wspiera gotowości do współpracy i często prowadzi do gwałtownie wyrażanej frustracji tego dziecka, któremu nie udało się „wygrać”. Wzbudzanie takiej perspektywy, w której liczy się wspólny cel – to ważne zadanie po stronie dorosłych. Możemy je realizować poprzez proponowanie wymagającego współpracy tematu aktywności, ale także poprzez własne zachowania, których podstawowym motywem jest współdziałanie dla osiągnięcia celu ważnego dla naszej grupy (pary, rodziny, społeczności). Rodzice, którzy spędzają czas obok siebie, każde ze swoim ekranem, nie uczą swoich dzieci nastawienia na współdziałanie. Z kolei możliwość obserwowania dorosłych, którzy, na przykład, gotują razem (a przy tym są dla siebie nawzajem mili i doceniają wzajemnie swój wkład we wspólną aktywność) to nieoceniona lekcja pokazująca dzieciom, że warto ukierunkowywać się na współpracę.

Hana, Koko i Biś ratują świat ze szponów Króla Lodu. Dzieci, które nauczyły się współdziałania, ponieważ dorośli z życzliwością pozostawili im swobodę w ustalaniu dróg osiągania wspólnego celu, wyruszają w świat wyposażone w bezcenne zasoby, jakimi są zaufanie do siebie samych i umiejętność budowania współpracujących relacji z innymi. Z takimi zasobami łatwiej stawiać czoła nie tylko spotykanym w zabawie baśniowym przeciwnikom, lecz także najprawdziwszym życiowym wyzwaniom – edukacyjnym, społecznym, czy emocjonalnym.

Monika Tarnowska, terapeutka, koordynatorka Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży INTRA

 

Comments are closed.

X